Świadectwa uczestników

Październik 2017

Po kilkumiesięcznej walce z chorobą, 21 października 2017r. droga naszym sercom Małgorzata Witkowska, która współtworzyła rekolekcje dla kobiet, odeszła do wieczności.

 Początkowo Małgosia przyjeżdżała na rekolekcje dla kobiet  w roli prelegenta, ale w miarę potrzeb zaczęła służyć kobietom jako mediator rodzinny i małżeński. Słuchała, rozmawiała, doradzała, nie szczędząc czasu i sił, czasami do późnej nocy… Na świadectwach podsumowujących nasze rekolekcje często można było usłyszeć jak bardzo nasze panie  były Jej wdzięczne za tą posługę, jak wiele Jej serdecznych  i mądrych rad pozwoliło im zastanowić się nad sobą, czasami zmienić i wyprostować swoje życie.

Jej choroba sprawiła, że nasza obrzańska rodzina skupiła się wokół Niej. Sercem trwałyśmy przy Gosi szczególnie w najtrudniejszym ostatnim tygodniu Jej życia. Przydzieliłyśmy sobie dyżury, dniami i nocami, tak aby modlitwa w Jej intencji płynęła nieustannie…

Dziękuję Bogu, że mogłam odwiedzić Gosię kilka dni przed śmiercią. Przeczuwałam, że to nasze pożegnanie…Wiadomość o Jej odejściu przyjęliśmy ze smutkiem, ale zarazem z ulgą i chrześcijańską radością, że jest już w innej rzeczywistości, do której dążyła przez całe swoje pracowite  i oddane Bogu i bliźniemu życie. Wiara w to, że jest już tam, gdzie nie ma cierpienia, ani łez, a jest tylko MIŁOŚĆ ,sprawiła, że to pożegnanie nie było takie trudne.

    Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie…

                                                                                                                   Maria Chmielak

 

2.

Na początku wzbudzająca dystans ale przy bliższym poznaniu potrafiła otworzyć każde serce. Nie pamiętam w swoim życiu osoby tak mądrej życiowo. Wiele razy wspierała mnie swoim słowem, doświadczeniem. Nigdy nie oceniała. Była zawsze bardzo obiektywna. Starała się poznać sytuację i służyła całą sobą w potrzebie drugiemu człowiekowi. Podczas mszy pogrzebowej miałam wrażenie że ona jest pośród nas i patrzy z góry. To była msza dziękczynna za jej całe życie. Być może za wcześnie, mogła jeszcze tak dużo zrobić, działać ale to nie my wyznaczamy kres naszej drogi. Jej ziemska misja się zakończyła i teraz ufam, że będzie orędować za nami w niebie.

Małgosiu dziękuję za to że byłaś. Przepraszam, że nie przyjechałam na tak długo obiecaną kawę.

Ufam, że kiedyś tam na górze wspólnie ją wypijemy. Spoczywaj w pokoju i czerp radość z bycia blisko naszego Pana.

                                                                                                                                                                                                                  Klaudia

 3.

W ostatnim czasie Pan Bóg dopuścił trudne doświadczenie. Odeszła do wieczności nasza siostra Gosia. Była „akumulatorem” rekolekcji dla kobiet. Wykorzystując swoje wieloletnie doświadczenie zawodowe,pomagała nam uczestniczkom, w rozwiązywaniu trudnych problemów życiowych. Z otwartym sercem słuchała naszych zwierzeń często do późnej nocy. Jej mocną stroną była umiejętność słuchania i skierowania nas, gdy była taka potrzeba, na właściwą droge prawną.

Październikowe rekolekcje były już bez niej, ale jakże z nią. Toczyła swoją ostatnią walkę, a nasza wspólnota wspierała ją nieustannie  modlitwą. Jesteśmy przekonane, że ją wygrała dzięki swojej niepokalańskiej  postawie życiowej, przeżywaniu cierpienia i modlitwie wspólnoty.

Dziękujemy Ci Małgosiu za wszelkie dobro, które nam świadczyłaś, a Bóg je zna najlepiej. Niech Twoje czyny idą przed Tobą. Zostaniesz w naszych sercach i naszej pamięci!

                                                                                                                                                                                                                                                                                                           Danusia i Ala

4.

Pierwszy raz jak przyjechałam do Obry nie wiedziałam jak to będzie, co mnie czeka, a Gosia jako jedna z pierwszych osób swoim uśmiechem i serdecznością mnie ujęła 🙂 Żałuję , że dopiero za trzecim  razem jak byłam  w Obrze, odważyłam się z Nią  porozmawiać  i poprosić o radę. Gosia otworzyła mi oczy na pewną kwestię  i podpowiedziała jak powinnam zmienić kierunek swojego postępowania … Jadąc na kolejne rekolekcje nie mogłam się doczekać, że powiem Gosi o moim małym sukcesie 🙂 Nie zdążyłam …. GOSIU pomogło – dziękuję CI :):) Będziesz zawsze w moim sercu, dziękuję Bogu, że było mi dane poznać Gosię.

                                                                                                                 Ania

5.

Gosia Witkowska należała do grona takich osób, które gdy się spotyka i zaczyna się z nimi rozmawiać, to wydaje się, że zna się je już od bardzo, bardzo dawna… Otwarta, nie tworząca barier z rozmówcą,  radosna, z dużym poczuciem humoru,wrażliwa, mądra, inteligentna, oczytana, posługująca się pięknym polskim językiem, umiejąca słuchać i ciekawie opowiadać…

Zanim poznałyśmy się osobiście na rekolekcjach w Obrze w październiku 2012 r. (były to nasze pierwsze rekolekcje i jej i moje) wielokrotnie widywałam ją w moim parafialnym kościele p.w. Najświętszego Zbawiciela w Zielonej Górze głoszącą idee związane z obroną życia poczętego. Gosia była zaangażowana w ruch obrony życia „Gaudium vitae”,wraz ze swoją mamą prowadziła punkt pomocy matkom samotnie wychowującym dzieci i rodzinom wielodzietnym. Corocznie brała udział w duchowej adopcji dziecka poczętego, przez 9 m-cy modląc się za dziecko poczęte, zagrożone zagładą. To między innymi dzięki jej staraniom na zielonogórskim cmentarzu  mamy miejsce, w którym spoczywają dzieci zmarłe przed urodzeniem. Niezmordowanie brała udział w każdym pochówku tych dzieci (także mojego dziecka), odmawiając różaniec za ich rodziców przed mszą świętą w kaplicy cmentarnej. Współorganizowała również marsze dla życia i zielonogórski Festiwal Życia.

Do Obry jeździłyśmy razem, jej samochodem… uwielbiałam te podróże… Najpierw zawsze koronka do Bożego Miłosierdzia… a potem opowieści pełne humoru… Gosia bardzo lubiła wspominać swój pobyt u sióstr Niepokalanek (była ich wychowanką chyba od 3 klasy szkoły podstawowej i zawsze mówiła, że czas spędzony u sióstr to najpiękniejsze lata jej życia). Historie były przezabawne… a to jak jedna z sióstr goniła ją każdego ranka ze szczotką po całym klasztorze, bo Gosia mając długie włosy nie lubiła się czesać, a to jak w klasztorze zginęły łyżki stołowe, bo dziewczyny zrobiły sobie wytrychy do drzwi klasztornych i mogły wracać do internatu ze szkoły podczas przerw lekcyjnych (oczywiście bez zgody sióstr), a to jak namówiły siostry na właśnie wchodzący do kin film „Krzyżacy” i nie było prądu w całym mieście, więc seans odwlekał się do  wieczora, albo jak wracały z wycieczki do lasu jednym samochodem w kilkanaście osób (a nie był to bus:))…. och jak żałuję, ze tych opowieści nie zapisałam…. nigdy bym nie przypuszczała, że ich więcej nie usłyszę…

Gośka uwielbiała podróże, jako przewodnik wycieczek i tłumacz języka francuskiego, zwiedziła pół świata. Ostatnia jej wielka wyprawa, o której opowiadała była do Stanów Zjednoczonych, zrobiła tysiące zdjęć, które wywołała i chciała uporządkować i opisać, nie wiem czy zdążyła…

Dzieląc się swoją wiedzą i doświadczeniem z zakresu mediacji rodzinnych, teologii, pedagogiki, prowadzenia setek konferencji dla narzeczonych, Gosia na zawsze wpisała się w historię obrzańskich rekolekcji. Często mówiła : „ja tylko słucham”, a wiemy dobrze, że wiele godzin poświęciła na rozmowy z tymi z nas, które przeżywały kryzysy w małżeństwie, miały różnego rodzaju problemy… doradzała, wzmacniała, wspierała…

Odwiedziła nas jeszcze wiosną tego roku, żeby zobaczyć naszą malutką  3- miesięczną córeczkę … Siedziałyśmy przy herbatce, wspominałyśmy Obrę… Powiedziała wtedy : „no dziewczyny to przyjdę do was za 2 miesiące i zobaczę jak tam żyjecie”.. nie udało się… zaczęła się walka z chorobą…

Gdy odchodziła do Pana, Marysia zorganizowała grupę modlących się za nią osób. Co godzinę ktoś inny podejmował modlitwę, towarzysząc Gosi duchowo w tej ostatniej drodze. Dla mnie były to bardzo głęboko przeżyte rekolekcje… Wierzę mocno, że odeszła prosto w najczulsze ramiona Ojca…

Gosiu dziękuję Ci za wspaniałe świadectwo Twojego życia, za to że również mnie dałaś cząstkę siebie… Będzie nam Ciebie bardzo brakowało w Obrze…  Jestem jednak pewna, że będziesz nam towarzyszyć i modlić się za to piękne dzieło, aby jeszcze wiele kobiet odnalazło tam swoją godność i odkryło swoje piękno.

Ada Włodarczyk

Kwiecień 2017

Mój pierwszy przyjazd do Obry był niejako spóźnionym prezentem urodzinowym, jaki postanowiłam sobie podarować. Weekend z dala od codziennych spraw, rodziny, pracy. Czas dla siebie i z sobą. Obrzańska wspólnota kobiet zachwyciła mnie. Ich autentyczność, prawdziwość, szczerość. Tu nikt niczego nie udaje. Nie musi. Uczucie „jakbyśmy się znały od dawna”. Dzielenie się swoimi doświadczeniami, przeżyciami, radościami i smutkami. Tu nikt nic nie musi. Jest czas na wspólną modlitwę, kontemplację w samotności,  na słuchanie, na rozmowy. Wesołe pogaduchy do białego rana a mimo to tak dużo ciszy. Wszechobecny duch błogosławionej Marceliny i jej mądrość. Już po pierwszym przyjeździe do Obry zapragnęłam stać się częścią tej wspólnoty. Spotykać się z Wami, wiedzieć co u Was, dzielić się nowościami u mnie, modlić się wspólnie. Uczyć się mądrości Marceliny, uczyć się, jak „zawsze być szczęśliwą”. Dziękuję Wam, że  przyjęłyście mnie do swego grona. Że już tyle razy mogłam się z Wami spotkać. I że już tęsknię za Wami. Chwała Panu!

K.

Październik 2016

Rekolekcje w Obrze znalazłam przez przypadek ale teraz już wiem, że w życiu ludzi wierzących nie ma przypadków. Jestem po rozwodzie, który stał się częścią mojego życia w 2007 roku. Byliśmy młodzi, niedojrzali, trochę pod presją rodziny. Beż udziału w kursie przedmałżeńskim. Tak po prostu zdecydowaliśmy się na ślub. Bez wyobrażenia o tym jak powinno wyglądać prawdziwe małżeństwo. Byliśmy poprawnym związkiem w którym poza niedzielnym chodzeniem do kościoła ( bo tak mnie nauczono w domu) nie było nic więcej. Nigdy wcześniej nie czytałam Pisma Świętego, nie uczestniczyłam w rekolekcjach. Po dwóch latach okazało się że jestem w ciąży. W trudnych okolicznościach przyszła na świat nasza córka. Od tego momentu nasze życie całkowicie się zachwiało. Praktycznie wychowywałam ją sama. Nie chcę tutaj nikogo oskarżać bo zawsze prawda leży pośrodku. Rok 2007 zaczął się dla mnie bardzo ciężko. W tym właśnie roku mój mąż zdecydował się na życie z inną osobą. I zostałyśmy same. Rozwód, zakup mieszkania, kredyt, praca i wszystko na mojej głowie. Było ciężko. Chwilami bardzo. Po dwóch latach w 2009 spotkałam człowieka, który wywarł na mnie bardzo duże wrażenie. Zaczęliśmy dużo rozmawiać. On był w podobnej sytuacji jak ja. Samotny, zostawiony, poraniony, ostrożny. Z każdym dniem stawaliśmy się sobie coraz bliżsi i zdecydowaliśmy się na małżeństwo. Małżeństwo niesakramentalne – na tamten czas termin dla mnie nie znany. Przez trzy lata żyliśmy na odległość ale ostatecznie dla dobra naszego związku i dzieci z poprzednich związków zdecydowaliśmy się  na przeprowadzkę i wspólne zamieszkanie. Początki były bardzo trudne. Dużo wątpliwości, łez ale wiedziałam że po coś to wszystko się wydarzyło. Zaczęłam uczestniczyć bardzo aktywnie w rekolekcjach które były prowadzone w tutejszej parafii. Zaczęło się od niedzielnej mszy na której ksiądz rekolekcjonista głosił wyjątkowe kazanie. Po raz pierwszy zdecydowałam się na udział w rekolekcjach wielkopostnych dla dorosłych. Tam wtedy usłyszałam ,że Panu Bogu nie możemy stawiać granic. Jeżeli chcemy przyjąć jego miłość musimy całkowicie zaufać jego woli i pozwolić aby ona nas prowadziła. Wtedy tego nie rozumiałam ale te słowa bardzo głęboko we mnie pozostały. I zaczęło się moje nawracanie. Po rekolekcjach pojawiły się kolejne spotkania, modlitwy o uzdrowienie i jakby życie zaczęło mieć inny wymiar. Rekolekcje w Obrze były też jego częścią. Kiedy je znalazłam pomyślałam że właśnie tam mam być. Kiedy przyjechałam spotkałam się z niezwykłą życzliwością uczestniczek, wspaniałą atmosferą i czułam jak w tym wszystkich działa Pan Bóg. Jak otwiera mi oczy. Bałam się osądzania, krytykowania przez inne osoby. Głownie były to kobiety  w szczęśliwych związkach sakramentalnych. Pomyślałam, że być może nie pasuję do tego miejsca. Bałam się odrzucenia. To co mnie tam spotkało przerosło moje oczekiwania. Już w pierwszym dniu czułam się jak w domu. Tyle serdeczności, miłości, wsparcia i zrozumienia dawno od nikogo nie otrzymałam. Już wtedy wiedziałam, że Obra jest miejscem do którego zawsze będę wracać. Byłam tam już po raz trzeci i już zapisałam w kalendarzu wszystkie kolejne terminy w nowym 2017 roku. Jeżeli tylko Pan Bóg pozwoli będę tam. Moje życie nabiera innego wymiaru duchowego. Czuję jakbym narodziła się na nowo. Związek niesakramentalny to bardzo duże wyzwanie zwłaszcza kiedy poznajesz Pana Boga i uświadamiasz ,sobie że nie możesz przystępować do sakramentu komunii świętej. Cierpisz za każdym razem kiedy podczas Eucharystii inni przystępują do niej a Ty? Odkryłam komunię duchową. Ona mnie umacnia za każdym razem. Bywa tak że jestem na mszy kilka razy w ciągu tygodnia o ile praca i inne obowiązki pozwolą. Często zadaję sobie pytanie jaki jest plan Boży dla mnie? Żyłam w związku sakramentalnym i nie znałam Pana Boga, żyje w związku niesakramentalnym i poznaję go każdego dnia coraz bardziej. On działa na każdej płaszczyźnie mojego życia i stawia na mojej drodze niesamowitych ludzi, którzy coraz bliżej mnie do niego prowadzą. Właśnie jestem po rekolekcjach z ojcem Bashborą. Też znalazłam się tam dzięki pewnej osobie, której dziękuję z całego serca.

Tak oto wzrastam w swojej wierze a Obra pozwala mi wierzyć , że tam jest moja wspólnota i moja rodzina. Tam jest Marysia, piękne adoracje, cudowne posiłki, bardzo mądre konferencje księdza Jana. Tam nikt nie potępia , nie ocenia, nie odrzuca. Tam jest miłość bliźniego, wsparcie, długie nocne rozmowy i pyszne ciasta które przywożą uczestniczki naszych spotkań. Moja rodzina wie, że Obra wpisała się na stałe w mój kalendarz i Chwała Panu za to! Klaudia

Sierpień 2016

 

Rekolekcje dla kobiet w Obrze zaskoczyły mnie  bogactwem przekazu. Był tu czas na adorację Pana Jezusa w skupieniu i ciszy, był czas na piękną spowiedź bez pośpiechu, był czas na konferencje na temat uzależnień, miłosierdzia, trudnych rozmów, wychowania i samorozwoju, ale także był czas wspólnego radowania się podczas wieczornych spotkań z zabawami, tańcami, ogniskiem, śpiewem przy gitarach…

Bardzo ujął mnie swoją osobą ksiądz Jan, który nie teoretyzował, ale był świadkiem tego o czym mówił. Jego autentyczność, serdeczność i otwartość  pociągała i stwarzała pole do dialogu, do poruszania tematów trudnych. Ksiądz  towarzyszył nam nie tylko podczas konferencji, ale był do naszej dyspozycji podczas całych rekolekcji.

Siostry Niepokalanki przekazywały bardzo życiowe wskazówki związane z rozwojem swojej kobiecości, z poprawą trudnych relacji, czy wychowaniem dzieci. Zachęciło mnie to do pochylenia się nad spuścizną, jaką pozostawiła po sobie błogosławiona  Matka Marcelina Darowska, gdyż mimo upływu lat jej dzieła zawierają ponadczasową mądrość i uniwersalność. Siostry zadbały również o to aby podczas rekolekcji było radośnie i aby nikt nie czuł się wyobcowany, czy też skrępowany. To również zasługa wszystkich uczestniczek, które są stałymi bywalczyniami tychże rekolekcji, a przede wszystkim Marysi Chmielak -organizatorki i animatorki, która całym sercem poświęciła się temu dziełu.

Mimo, że byłam tu pierwszy raz, czułam się jak w rodzinie. Czułam niesamowitą jedność w naszej różnorodności i to było piękne duchowe doświadczenie. Samo miejsce również urzeka ciszą, spokojem, dostojnością wiekowych zabudowań oraz smakiem swojskich potraw. Będąc raz, chce się wrócić. Po powrocie do domu czułam się obdarowana radością, chęcią i siłą do działania, do pracy nad sobą, do rozwoju .

Dziękuję wszystkich za ten bogaty, dobry czas i do zobaczenia w Obrze! Ewa

 

Kwiecień 2016

 

Oleśnica 3 maja 2016

 

Zmiana – czy to w ogóle możliwe

 

…Bądź wola Twoja… Czy rzeczywiście jestem świadoma mocy tych słów wypowiadając

je codziennie? Może trzeba oderwać się od codziennej rutyny, by dobrze znane treści mogły

wybrzmieć, jakbym słyszała je po raz pierwszy.

Ważne pytania zamknięte w skradzionym czasie, gdzieś pomiędzy  Wolsztynem a Świętnem,

piątkiem a niedzielą.  Nie oczekuję łatwych odpowiedzi ale wracam do Obry, gdzie moje

problemy bledną wobec problemów innych kobiet. Z mnogości słów, burzy emocji, przedziwnych

życiowych historii powoli wyłania się cisza prowadząca przed ołtarz. Ta cisza jest jak świeżo

naciągnięte płótno, na którym Bóg maluje nowy obraz. Potrzebuję zmiany, ale czy jestem gotowa

przyjąć Boży plan?

Czy może dokonać się jakakolwiek zmiana bez absolutnej akceptacji woli Bożej?

Bądź wola Twoja… Kiedy wyniszcza mnie choroba: bądź wola Twoja. Kiedy moje małżeństwo jest

w rozsypce: bądź wola Twoja. Gdy nie powiodą się interesy: bądź wola Twoja. Kiedy zawiodą

mnie przyjaciele: bądź wola Twoja… Gdy sił mi już brak i krzyczę, że krzyż mój zbyt ciężki,

spoglądam na Chrystusa w Ogrójcu. On też się bał.

Tak więc podstawą wszelkich zmian musi być przyzwolenie na własne słabości. Mam

prawo odczuwać strach, ból, rozczarowanie.  Muszę dowiedzieć się kim jestem w oczach Boga.

Wszak cechy, którymi mnie obdarzył nie są przypadkowe. Towarzyszenie innych kobiet

w procesie rozeznania jest bezcenne. Jeśli chcę zmiany życia, muszę dokonać jej najpierw

w sobie. Nie jestem sama. Dostaję pomoc od osób, które spotykam. Dostaję narzędzia do pracy,

którą muszę wykonać; wykłady kompetentnych osób, wzorce osobowe jak Marcelina

Darowska, o której wcześniej nic nie wiedziałam, słowa biblii w tak oczywisty sposób wyjaśniane

przez Ks. Jana, że za każdym razem dziwię się dlaczego sama na to nie wpadłam, no i oczywiście

modlitwę i skupienie potrzebne do słuchania.

Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nie ma w życiu przypadków. Wszak znana

jest wszystkim obietnica; szukajcie a znajdziecie, kołaczcie, a otworzą wam (Łk11;9-13)

Szukałam rekolekcji odpowiednich dla mnie i tak trafiłam do Obry. Uważam to za wielki prezent

i dziękuję za niego serdecznie Bogu, Organizatorom, Wykładowcom, Księdzu Janowi i każdej

z kobiet z osobna. Oczekując następnego spotkania wzdycham cichutko:  Bądź wola Twoja!

 

Wrzesień 2015

 

Jeśli myślisz , że grupa 30 kobiet zebrana w jednym miejscu, skazana na siebie przez 3 dni, stanowi mieszankę wybuchową niedoopanowania grubo się mylisz. Pierwszy raz jechałam do  Obry z zamiarem wyciszenia się , zatrzymania i co najwyżej miałam nadzieję, że inni nie będą mi w tym przeszkadzali. Okazało się, że właśnie Ci inni najbardziej byli mi potrzebni. Każdy spokojnie słuchał, „rozważał to w swoim sercu” a potem dyskutował. A było o czym.

Życie bł. Marceliny Darowskiej tak barwnie opowiadane przez Matkę Wawrzynę dostarczyło odpowieddzi na wiele pytań dotyczących relacji matka-córka, babcia-wnuczka. Rozważania uzupełnione wykładem pani Marii Białeckiej ” Miedzy nami kobietami : teściowa-synowa”ukazały w nowym świetle te relacje. Do tego „Oblicza Miłosiernego Boga wokół Papieskiej bulli” prezdstawione przez ks. Jana Chrzanowskiego … i obraz naszej codzienności pełnej trosk, napięć trudnych relacji staje sie jakby jaśniejszy. Dlaczego ?

Może dlatego,że teraz, po tych wykładach bardziej go rozumiemy ? Może dlatego, że słuchając innych kobiet wiemy, że nie jesteśmy w tym same? Może dlatego, że inne kobiety mówiąc nam o swoich rozwiązaniach, swoich błędach pomagają nam? Może dlatego, że mamy nadzieję iż swoją obecnością pomagamy innym? A może dlatego, że odkrywając po raz kolejny miłosierdzie Boga pozwalamy sobie na bycie nieidealną, wybaczamy sobie swoje błędy, wybaczamy innym.

To wszystko wpleciony we wspólne nabożeństwa, adoracje, modlitwy, śpiewy upiększone głosem Marysi i jej męża daje poczucie wyjątkowości tej wspólnoty, poczucie, że tu nikt nie jest przypadkowo i nic nie dzieje sie tutaj bez przyczyny. Czasami tę nieprzypadkowość odkrywam wiele miesięcy po rekolekcjach.

Na początku pisałam o moich obawach co do nieprzywidalności grupy składającej się z samych kobiet. Jednak miałam trochę racji. Pogodny wieczór przygotowany przez siostrę Deodatę dał upust tym zachowaniom. To były tańce. Temperamentna Whoopi Goldberg z filmu „Zakonnica w przebraniu” przy siostrze Deodacie to ocean spokoju. Porwała nas wszystkie do tańa, wysickając dziesiąte poty i mnóstwo endorfiny. Na parkiecie same kobiety pogodne, uśmiechnięte i szczęśliwe. Niech takie zostaną.

Do zobaczenia w Obrze.

Mirka

Czerwiec 2015

Rekolekcje dla kobiet w Obrze to niezwykła koincydencja czasu i miejsca. Za murami klasztoru nie słychać hałasu świata, słychać za to dobrze własne myśli, rozterki i emocje. Tam codzienne, palące sprawy i problemy tracą na znaczeniu, bo można je ujrzeć we właściwej perspektywie. To miejsce wyciszenia, uspokojenia, ukojenia duszy. To miejsce w którym zyskuje się bezcenne wskazówki i praktyczne rady jak wzrastać w wierze, w swojej kobiecości, jak pracować nad swą relacją z Bogiem, z mężem, dziećmi, jak trwać w swym powołaniu, trwać w Chrystusie. Pan Bóg działa tam namacalnie zarówno podczas prywatnych modlitw, medytacji, podczas wykładów, prelekcji, rozważania Pisma Św., ale także podczas towarzyskich rozmów przy kawie, albo na spacerze w pięknie zadbanym parku. Z Obry zawsze wracam odmieniona,  udaje mi się tam porzucić  udręczenie monotonią  codzienności, a przebudza się we mnie wdzięczność za otrzymywane łaski.  Agata

 

Rekolekcje w Obrze w pięknym klasztorze Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, były czasem wielkiej łaski, otwarcia się na Boga, spojrzeniem na moje życie z perspektywy Bożej. „Szukajcie tego co w górze „( Kol 3,1)

To właśnie tam dowiedziałam się o błogosławionej Marcelinie Darowskiej, od dziś tak mi bliskiej, o której będę mówić w swoim środowisku.

Przyjechałam w trudnym dla mnie czasie – i od razu odpowiedź Bł. Marceliny- „Każda chwila w życiu ma swoją właściwą łaskę, swoją trudność, swoją pracę, do której Bóg pole nam daje.”

Siostra Rut uświadomiła mi ile pracy przede mną!

Dziękuję Marysi za przyjęcie, księdzu Janowi za przybliżenie Biblii i słowa otuchy. Siostrom za przedstawienie osoby bł. Matki Marceliny, Małgosi za pomoc, a wszystkim obecnym w tym czasie kobietom, za tą wyjątkową wspólnotę i świadectwa.Trudno jest słowami opisać przemianę, jaka dokonała się w moim sercu, niesamowitą radość i zarazem pokój w sercu. Chwała niech będzie Bogu za to dzieło . Już teraz cieszę się myśląc o spotkaniu wrześniowym.

Ania

 

Wrzesień 2014

 

Rekolekcje to szczególny czas… czas, w którym Bóg mówi do nas, ale też otula nas swoją Miłością. To były moje pierwsze rekolekcje w Obrze, ale wiem już, że nie ostatnie….

Doświadczenie Wspólnoty

W czasie świadectw padło zdanie, które najlepiej oddaje to, czego doświadczyłyśmy na rekolekcjach: już pierwszego dnia wieczorem, nie można było poznać, która z nas jest pierwszy raz, która trzeci, a która dziesiąty…. Wspólnota cudownych i pięknych kobiet, zgromadzonych z miłości do Boga, która dała mi ogromne wsparcie, serdeczność, otwartość, bez oceniania… bo przecież każda z nas przyjechała na te rekolekcje z własną historią, często bardzo trudną…..

Jezu ufam Tobie

Mam 33 lata i już za sobą prawie siedmioletnie małżeństwo. Dałam z siebie wszystko, żeby uratować ten związek, jednak mąż zostawił mnie… To było dla mnie ogromne cierpienie, zrozumiałam, że nie można nikogo zmusić do miłości…. Natomiast jestem dowodem na to, że z ogromnego cierpienia płynie błogosławieństwo, ponieważ Bóg wyprowadził bardzo dużo dobra z tej ,najtrudniejszej jak dotąd dla mnie, sytuacji życiowej. Kiedy było mi bardzo ciężko – moją modlitwą przez łzy były słowa: Jezu, ufam Tobie… Jezu, ufam Tobie, wiem, że mnie kochasz i że nie pozwolisz mi zginąć.  Nie pozwolił mi zginąć.

Prawda Cię wyzwoli, Dam Ci nowe życie

Powoli moje życie zaczęło się zmieniać a Bóg działał przez innych ludzi. Dzięki nim rozpoczęłam pracę nad sobą, nawet nie byłam wcześniej świadoma, ile było we mnie lęku, spięcia, braku akceptacji siebie. Bóg odmienił przez tych ludzi moje życie, dał mi dobrze rozumianą wolność w każdym aspekcie życia. Pozwolił cieszyć się życiem a pokochanie siebie zbliżyło mnie do innych ludzi i jeszcze bardziej do samego Boga.

Powołana do Miłości

To, co przeżyłam pozwoliło mi szerzej spojrzeć na życie i nie oceniać trudnych ludzkich historii, otworzyło moje serce na miłość do drugiego człowieka. W czasie niedzielnej medytacji Słowa Bożego uderzyły mnie słowa: „ Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, żeby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” (J 3,17) Mam być w świecie i dla świata, nie potępiać, nie oceniać, bo za każdym człowiekiem stoi jego historia. Mam kochać czyli dawać nadzieję i wsparcie. Każdy darowany mi dzień jest piękny i wierzę w to, że Pan Bóg jeszcze zaskoczy mnie czymś w życiu. Dziękuję Mu za to cierpienie, bo dzięki niemu zaczęłam prawdziwie żyć. Jak cudownie jest uczestniczyć w rekolekcjach dla kobiet.Jaką wielką łaską jest spotkanie Boga,który uwalnia od poczucia winy.Bóg zabrał ode mnie ciężar,którego nosiłam przez całe swoje życie.Ciężar często niezawiniony, od którego sama nie potrafiłam się uwolnić.Dokonało się to podczas rekolekcji. Doświadczyłam Jego ogromnej miłości. Dał mi drugie życie,narodziłam się na nowo.Jestem wolna jak ptak. Dziękuję Ci mój Najlepszy Przyjacielu,który   rozumiesz człowieka i dajesz mu to, czego potrzebuje. Miłość Boga jest niewyobrażalna.Z całego serca za wszystko dziękuję Marysi,Siostrom,Księdzu Janowi, Małgosi oraz kobietkom przeżywającym święty czas rekolekcji.  Wiesława Szczęsna – Cierniak

Serdecznie pozdrawiam Ciebie Marysiu i Twoją Rodzinkę.

 

Czerwiec 2014

 

Rekolekcje w Obrze są dla mnie zawsze bardzo szczególnym czasem… spotkania z Bogiem, z drugim człowiekiem i z samą sobą, czasem powrotu do wewnętrznej równowagi (po „biegu przełajowym” w którym na co dzień uczestniczę w pracy i w domu), jednak te czerwcowe były zupełnie wyjątkowe. Nigdy wcześniej nie przeżywałam rekolekcji w ciszy i choć wiązało się to z pewnym trudem i dyscypliną wewnętrzna, był to niezwykły czas i odpowiedź na pragnienie mojego serca. Już na pierwszej wieczornej Eucharystii, odprawiający ją jeden z Ojców Oblatów zaprosił nas (tak jak Jezus swoich uczniów w Ewangelii – J 21,9-19 ), do spotkania z Jezusem przy śniadaniu, czyli do spotkania bardzo zażyłego, podczas którego będziemy mogli sobie spojrzeć w oczy z czułością a nie z wyrzutem, na nowo zbliżyć się do siebie, powiedzieć o tym co najgłębiej ukryte w nas, dać odpowiedź na pytanie „czy miłujesz mnie?”. I takie właśnie były dla mnie całe rekolekcje… Byłam bardzo zdziwiona, że zachowując milczenie, nawet podczas posiłków, coś się we mnie rozjaśniało, układało, docierały do mnie słowa usłyszane na konferencjach.

Bardzo cennym było też dla mnie poznanie drogi duchowej wielkich świętych kobiet, zwłaszcza bardzo ujęła mnie nauka o moście św. Katarzyny ze Sieny. I tu kolejne odkrycie dla mnie, która zawsze bałam się swoich wad i konfrontacji z nimi: mam nie bać się swoich wad, bo z nich mają pojawiać się cnoty, szatan nie znosi gdy poznajemy nasze słabości ,prawdę o nas samych, bo wiąże się to z jego przegraną o naszą duszę. Zachęta do duchowej walki i pracy nad sobą na 100%! Na tej duchowej drodze nie jesteśmy sami. Duch Święty (którego, święto przezywaliśmy podczas rekolekcji)jest moim Pocieszycielem, który stoi przy mnie, jest moim Obrońcą w sytuacji bezradności, daje życie, rozlewa we mnie swoją miłość i tą miłością mam kochać innych (nie dam rady kochać własną miłością, bo ona po drodze się wysusza).

Rekolekcje pokazały mi na nowo jak ważna w życiu jest modlitwa pełna wiary, podczas której nie przyjmuję żadnej roli, lecz staję w prawdzie przed Bogiem – taką jaką jestem, z zaufaniem, że z Jego strony nic mi nie zagraża, niczego nie ma przeciwko mnie… z otwartością na przyjęcie Jego woli…

Za ten czas bardzo dziękuję naszym duchowym przewodnikom s. Janie i ks. Janowi a także „dobremu duchowi” tych rekolekcji – Marysi i wszystkim Paniom, za atmosferę wiary i tworzenie wspólnoty.

Ada Włodarczyk

Marzec 2014

 

To ja powinnam podziękować Wam z Panem Naszym Jezusem Chrystusem i Matką Marceliną na czele 🙂

Jako żona, matka nigdy wcześniej nie czułam tak wielkiej potrzeby „inwestowania” w siebie, inwestowania po to, aby każdego dnia zapominać o sobie i być darem dla drugiego człowieka.

Te trzy dni wybrałam dla siebie, żeby uciec z domu, odpocząć od mężczyzn (mąż i dwóch synów) byłam ignorantką, bo nawet nie bardzo wiedziałam, co to za zgromadzenie, organizatorzy itd.

Zaskoczyło mnie, że tak wielkie wrażenie matka Marcelina zrobi na mnie i że”przemówi” do mnie :). Ja jako kobieta mądra, silna,która przetrwa wszystko, dla której droga jest Ojczyzna i której jedyną drogą i drogowskazem jest MIŁOŚĆ. I jeszcze jedno kobieta która powinna, która ma zaakceptować siebie. Ale jak to –  z całym grzechem, słabością, głupimi żartami, ciętym językiem, nadliczbowymi kilogramami ZAAKCEPTOWAĆ SIEBIE!!!! BÓG KOCHA NAS, jak Dawida, a Dawid miłując „wszystko”nade wszystko miłuje Boga.

Mimo, że to tylko trzy dni doświadczyłam piękna tej MIŁOŚCI, piękna miejsca, ludzi, teatru, poezji.

PIĘKNY CZAS

 

WIOLA KOWALEWSKA

 

 

Sierpień 2013

Rekolekcje dla kobiet w Obrze w 2013 roku, były dla mnie czasem szczególnie wyjątkowym i cennym. Rok temu przyszła na świat nasza córka Tosia, której obecność w naszym życiu sprawiła, że na rekolekcyjne treści i rozważania spojrzałam z innej – matczynej perspektywy.

Dziękuję Panu Bogu za to, że pokazał mi, jak wyjątkową może być kobieta, kobieta mądra – Bożą mądrością, piękna – Bożym pięknem, radosna – Bożą radością

Dziękuję Panu Bogu za to, że pokazał mi wartość macierzyństwa.

Dziękuję za to, że zrozumiałam, że macierzyństwo to radość, spełnienie, ale tez ból, krzyż, ofiara. To umieranie każdego dnia dla siebie.

Dziękuję za to, że zrozumiałam, iż macierzyństwo to siła, moc do kształtowania powierzonych nam dzieci zgodnie z Twoją nauką. To rodzenie na nowo swojego dziecka do życia w Tobie, ale też odradzanie pokładów miłości macierzyńskiej.

Dziękuję Panie Boże za to, że pokazałeś mi, że siła i moc do bycia dobrą mamą tkwi w pięknym i mądrym wypełnianiu przyrzeczeń małżeńskich.

Dziękuję Panie Boże za to, że wzbudzasz we mnie pragnienie, aby nasz dom oddychał Tobą, Tobie służył.

Dziękuję Panie Boże za to, że pokazujesz mi, iż najpełniejszym powołaniem kobiety na wzór Maryi jest bycie żoną i mamą i że na tym trzeba skupić uwagę, aby „mieć życie w obfitości”.

Dziękuję za to, że dałeś mi Panie możliwość spotykania się z Tobą w Eucharystii oraz w siostrach, tak pięknych swoją innością i odmiennością. Za to, że od każdej z nich mogłam coś zabrać dla siebie.

Ewa z Zielonej Góry

Luty 2013

 

Zrobiłam dobrze, że byłam w Obrze…

Każda z nas zostawiła swoją codzienność i przyjechała tu, do Obry na rekolekcje dla kobiet, których temat „Kobieta wobec sytuacji trudnych” zaciekawił nas i przyciągnął jak magnes. Która z nas nie musi pokonywać trudności? Czasami czujemy się tak, jakbyśmy właśnie do tego były stworzone. Jednocześnie współczesny świat przyzwyczaja również nas-kobiety do szukania recepty na wszystko, – także na pokonywanie trudności.

A tu niespodzianka !

Nam, kobietom współczesnym poprzez Matkę Wawrzynę Chwedoruk- Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia z Szymanowa – rad i zasad, którymi my kobiety powinnyśmy kierować się w życiu dawała sama błogosławiona Marcelina Darowska, założycielka Zgromadzenia, a wcześniej żona i matka – tak, jak my.

I zdziwienie…, że Jej duchowość – kobiety przełomu XIX i XX wieku ściśle łączy się z moją duchowością – kobiety przełomu   XX i XXI wieku !

Przez pryzmat Jej życia, patrzyłyśmy na swoje…

Myślę, że każda z nas przywiozła tu ze sobą jakąś tajemnicę i każdą z nas do końca zna tylko Bóg.

Ważne jest jednak to, że spotkałyśmy się my, które idziemy, bądź chcemy iść świadomie przez życie.

Błogosławiona Marcelina potwierdza nam, że warto iść przez życie z Bogiem, nawet, jeśli trzeba wiele pokonać, czy wiele poświęcić.

Drugi wymiar tego spotkania to nasze „babskie” rozmowy – to były też nasze „wzajemne rekolekcje”.

Nad nami kobietami czuwał na szczęście Ksiądz Jan, który jak Dobry Pasterz przypomina nam kobietom, że wiara rodzi się ze słuchania i że jej podwoje są dla nas zawsze otwarte.

„Nie martw się, Bóg Ciebie kocha,

On zawsze z Tobą jest (…) Zacznij od nowa, zacznij jeszcze raz…”

Byłoby dobrze spotkać się w Obrze jeszcze nie jeden raz

Violetta Kondek

Sierpień 2012

Mam potrzebę dzielenia się z ludźmi tym, co przeżyłam podczas tych rekolekcji… (E.)

Ogołocona… zacznę budować na nowo… (L.)

Jestem bardzo wdzięczna…; otrzymałam pragnienie budowania na nowo. Wyjeżdżam z Polski bardzo uduchowiona . Cieszę się ,że taką łaskę otrzymałam. (H.)

Nigdy jeszcze tak głęboko Chrystus mnie nie dotknął jak podczas tych rekolekcji. Dawał mi odpowiedzi na wszystkie pytania, które rodziły się w głowie… Dostałam odpowiedzi na fundamentalne pytania, z którymi przyjechałam… Mam nadzieję, że będę miała odwagę wypłynąć na głębię. (M.)

Podczas tych rekolekcji bardzo szybko zawiązywały się między nami więzi. Widziałam w trakcie coraz jaśniejsze twarze… Mam takie pragnienie, by Matka Marcelina stawała się kierowniczką polskich kobiet; jest w niej tak wielki potencjał i taka nauka, która mogłaby nas daleko zaprowadzić. Taką widzę potrzebę… (E.)

Odkryłam na nowo dzięki ks. Adamowi wartość Pisma św. Pismo św. ma być fundamentem życia, ale jak mogę oprzeć swoje życie na czymś, czego nie rozumiem… Dlatego te rekolekcje były zachętą dla mnie, by je lepiej poznać. To owoc, z którym wyjeżdżam. (A.)

Ważne, że podczas rekolekcji jest spowiedź św., że kapłani  mogą nas ukierunkować. Żyjemy w takich czasach, że możemy uczestniczyć w rekolekcjach prowadzonych przez  siostry i bł. Matkę Marcelinę… W czasach komunistycznych to nie byłoby możliwe. (J.)

Jak ważną rzeczą jest modlitwa uwielbienia. Jest to modlitwa szczęścia… Bardzo dziękuję za wielką życzliwość, którą tutaj otrzymałam. (A.)

… znalazłam na tych rekolekcjach ukojenie (po pielgrzymce na Jasną Górę). Dziękuję wszystkim za wspólne chwile. (A.)

Udział w kolejnych rekolekcjach z bł. Matką Marceliną to niesamowity rozwój duchowy. To, co przeżyłam podczas poszczególnych rekolekcji układa się w jakąś całość. Zachęcam wszystkich do uczestnictwa systematycznego. Wszyscy byli bardzo życzliwi i to też było ogromnie ważne. (A.)

Ksiądz Adam powiedział: „Można odprawiać i można celebrować Mszę św.”. Dostałam tę łaskę – słyszę słowa, które wypowiada kapłan. Tyle lat uczestniczyłam we Mszy św., jako „figurantka” i nie słyszałam… Dopiero teraz, jak po wizycie  u  laryngologa, odetkały mi się uszy. Ksiądz Adam powiedział, że to jest łaska. (R.)

W ubiegłym roku przyjechałam na rekolekcje nie pogodzona ze sobą i miałam tysiąc pytań… Uświadomiłam sobie, jaką kobieta ma wartość! Jako matka czytałam różne książki traktujące o wychowaniu dzieci, ale dopiero, kiedy spotkałam się z nauczaniem Matki Marceliny, odkryłam to, czego szukałam… Marcelina dała mi odwagę do powiedzenia: „Jestem gospodynią domową; jestem panią domu”; od tej pory jestem dumna ze swojej roli. (T.)

Brakuje mi solidarności kobiecej. Gdyby było jej więcej byłoby mniej zła. Dobrze ją budować od wewnątrz podgrzewając  treściami duchowymi, by się rozwijała. Właśnie ten krótki czas pozwolił nam tego doświadczyć. (E.)

Dla mnie ważne było świadectwo małżeństwa, które wniosło do mojego serca przekonanie, że „Z Bogiem wszystko jest możliwe” oraz słowa P., że „nie wiem jak to zrobić, by nie zepsuć…”. Poza tym świadectwo kolejnego małżeństwa ,świadectwo sióstr  i księdza – ten autentyzm i pasja życia. Jakie to ważne, by mieć serce do tego, co się robi. (K.)

Mój mąż jest osobą letnią religijnie i dla mnie było ważne świadectwo małżeństw, z którymi się spotkałam podczas tych rekolekcji. (K.)

Wiele było momentów dla mnie ważnych, ale najważniejsze słowa Matki Marceliny, które tutaj usłyszałam, a które Matka powiedziała w pewnym kontekście życiowym: „Najpierw obowiązki, potem modlitwa…”. (B.)

…odkrycie Bożej mocy. Jest to taka moc, którą odkrywa się w sobie, a która niesie, pozwala działać i buduje… (M.)

Sierpień 2011

Pod koniec sierpnia miałam okazję uczestniczyć w wyjątkowych rekolekcjach skierowanych do kobiet. Ich pomysł zrodził się dzięki szczególnemu charyzmatowi Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek, który wcześniej stał się inspiracją dla Marysi Chmielak, organizatorki tego spotkania, żony oraz matki czworga dzieci. Jej wielkim pragnieniem stało się umożliwienie innym kobietom poznania duchowej spuścizny błogosławionej Marceliny Darowskiej i przeżycia podobnych doświadczeń w żeńskiej wspólnocie rekolekcyjnej. Mogło się to urzeczywistnić za sprawą zaangażowania matki Wawrzyny, siostry Jany i siostry Rut oraz niezwykle życzliwej gościny udzielonej nam w klasztorze Ojców Oblatów w Obrze.

Pomysł zaowocował czterodniowym spotkaniem kobiet różnego wieku i stanów, różnych zawodów, mających odmienne doświadczenia. Z drugiej zaś strony szybko okazało się, że to jednocześnie spotkanie ludzi połączonych wspólnym mianownikiem – kobiecego i chrześcijańskiego pojmowania świata, potrzeb, obowiązków i pragnień. Zgromadzone na wspólnej modlitwie czy podczas wykładów, mogłyśmy poczuć się niezwykle swobodnie, niemal rodzinnie, jak określiły to niektóre z uczestniczek już pod sam koniec spotkania.

W trakcie niezwykle ciekawych konferencji mogłyśmy dowiedzieć się więcej o nas samych jako kobietach, o naszym duchowym rodowodzie i powołaniu, o tym, jakie zajmujemy miejsce w cudownym Bożym Planie. Matka Wawrzyna gruntownie zaznajomiła nas z osobą i nauczaniem bł. matki Marceliny Darowskiej, która treścią zarówno spisywanych przez siebie refleksji, jak i własnego życia pokazała co znaczy być kobietą dzielną i świadomą Bożych Spraw. Nasz zapał w słuchaniu, rozpalona czasem niemal do „białości” ciekawość wynikała zapewne z tego, że mówiono nam o naszych fundamentach, o tym, co zachwyca nas i krzepi. Wreszcie o tym, jak w skuteczny sposób urzeczywistniać w swojej codzienności to głęboko tkwiące w nas pragnienie Dobra i Piękna.

Wykłady Siostry Rut na temat przekazywania dzieciom wiedzy o seksie okazały się odpowiadać na aktualnie nurtujący wiele rodzin problem komunikacji w tej bardzo ważnej, a jednocześnie tak zaniedbanej ( tzn. pełnej medialnych przekłamań) dziedzinie. Wychodząc od podstawowych faktów dotyczących emocjonalnego rozwoju dziecka Siostra wyjaśniała, w jaki sposób rodzice powinni budować atmosferę miłości i akceptacji, aby do dziecka dotarł prawdziwy obraz seksu, jako pełnego piękna Bożego zamysłu. Podkreślała przy tym, że kluczowym dla dziecka kontekstem, w którym ma ono szansę pojąć istotę współżycia małżeńskiego (i właśnie jako małżeństwu podarowanego) jest relacja miłości jego własnych rodziców. Wykład zawierał wiele praktycznych porad pomocnych w komunikacji wychowawczej skierowujących uwagę na to, jak zdobyć rzeczywisty ogląd mentalnego stanu naszych podopiecznych. Wiele obecnych na konferencji kobiet mających dorastające już dzieci, odwołując się do własnego doświadczenia, potwierdziły wagę poruszonego zagadnienia i cenność udzielonych wskazówek.

Szczegółowe wskazówki i przestrogi (jak stwierdziłyśmy nic nie tracące na aktualności) znalazłyśmy we fragmentach pism Błogosławionej. Mówiła w nich m. in. o tym, jak wielkim i pięknym darem dla kobiety jest macierzyństwo – nasze największe powołanie i zadanie. Zachwyt nad jego wartością splatał się z troską o każdy aspekt rozumnej miłości, jaki matka powinna w sobie rozwijać. Matka Marcelina zwracała uwagę m. in. na to, że macierzyńską rolą jest przekazywanie dzieciom wiary, nadziei, wpajanie postawy szacunku, umiejętności odczytywania woli Bożej w otaczającej je rzeczywistości, uodporniania ich na niepowodzenia i trudności, wreszcie przygotowania do odpowiedzialności.

Nauka niepokalańska w cudowny sposób korespondowała z biblijnym przesłaniem na temat kobiet. Mogliśmy się nad nim zadumać ( i niejednokrotnie zachwycić!) za sprawą księdza Adama Prozorowskiego, który bardzo obrazowo i z wyraźną pasją opowiadał i wyjaśniał nam starotestamentowe historie począwszy od Ewy, a zwieńczywszy je opowieścią o Tej Najpiękniejszej- Maryi. Nadgorliwa i zaborcza Sara, nielojalna wobec męża Rebeka, nieszczęśliwa, lecz kochająca i bogobojna Lea, wielbiąca Boga tańcem i śpiewem Miriam – wszystkie te postacie pomimo własnych słabości były wielkimi kobietami Izraela. Przez ich życie Bóg urzeczywistniał dane od siebie obietnice, aż do tej największej – Obietnicy Zbawienia, która dokonała się za pośrednictwem Maryi. Również przez ich historie wciąż na nowo przestrzega nas przed istniejącymi niebezpieczeństwami, dodaje otuchy, pokrzepia.

Wieczór, w którym dzieliłyśmy się świadectwami tego, co dały nam dobiegające już końca rekolekcje, był pełen emocji. Wiele z nas doznało uczucia wewnętrznego wyciszenia, spokoju i odnowy sił. Byłyśmy wdzięczne Bogu i sobie nawzajem. Coś się wyjaśniło, coś wewnątrz otworzyło przynosząc łzy ulgi. Ja sama długo będę pamiętać niesamowitą, niemal rozpierającą mnie od środka radość, która trwała jeszcze kilka następnych dni, aby wreszcie osiąść gdzieś w głębi trwałym śladem szczęścia pozwalając odtąd bardziej cieszyć się codziennością jakakolwiek by nie była.

I jeszcze uczucie wdzięczności za dar życia w kobiecej postaci, i za Bożą w niej obecność.

Basia W. – uczestniczka rekolekcji

 

***

 

W rekolekcjach brałam udział pierwszy raz. Jest to niesamowite przeżycie duchowe. Bardzo ciekawe, różnorodne konferencje, wskazówki i nauki do dalszego życia w małżeństwie, rodzinie. Wspaniała atmosfera stwarzana przez siostry niepokalanki a także same uczestniczki. Miałyśmy tyle wspólnych tematów. Ogromne podziękowania dla siostry Jany, Wawrzyny i Rut. Bóg zapłać.

Pozdrawiam i do ponownego zobaczenia

Ala Szułcik

 

***

……..widzisz,zadając wciąż setki pytań, nie dałam Ci szansy na odpowiedz…mówiąc i mówiąc, zagłuszam Twoje słowa!Jezu,składam więc dzięki za ten czas rekolekcji, za tę ciszę,za lekcję pokory,za możność wsłuchiwania się w bicie innych serc,nie tylko własnego……i te oczy,oczy kobiet ,dziewcząt -patrząc w nie widziałam tam Ciebie,w każdym momencie rozmowy, w każdym geście,dotyku dłoni, byłeś w Nich .Szukając lekarza w Tobie,stały się oto w Twoich rękach lekarstwem jedna dla drugiej.(I jedynie Ty wiesz,czy te odczucia były wynikiem dość dużej wyobraźni,czy też zwyczajnej potrzeby serca)

Trochę się napracowałeś aby pokazać , że czasami warto zaufać ludziom,że już nie muszę się bać,skrywając lęk przed zranieniem za maską obojętności względem opinii Innych. Wystarczyła jedna rozmowa z pewną osobą, aby…:)Cóż,pomimo protestów „lustro weneckie”jednak pękło i przyszła…

…więc Siostrzyczki może były powietrzem, Wiosną dla mojej duszy?To dość specyficzne odczucia, zważywszy na jesienny klimat mojego wnętrza:) Mówią,że jak człowiek sie modli to Bóg w nim oddycha-więc, może fajnie jest mieć czasami takie świeże powietrze w sobie? Najwidoczniej Niepokalanki stały się dla mnie pewnego rodzaju respiratorem:) Armia „Dziewczyn” Pana Boga-to ogromna moc,ukojenie i nadzieja!:)

Jezu,pozwól mi się wtulić w Ciebie,oddać się Tobie duszą i ciałem i zapomnieć o sobie.(I Kor 13)- móc żyć tą miłością w stosunku do ludzi, żyć w Niej( żyć w Tobie)to wielki dar i pragnienie! Więc, co postanowisz, niech się stanie.

 

/…/

Listopad 2011

 

Zaskoczona jestem poziomem rekolekcji… Dotąd nie spotkałam się z rekolekcjami prowadzonymi przez siostry…” (Elżbieta)

***

Doświadczyłam piękna macierzyństwa przez kontakt z matkami karmiącymi – uczestniczkami naszych rekolekcji. Zrozumiałam, że trzeba zatroszczyć się w Kościele o kobietę porzuconą przez męża – jak ją uchronić przez zagrożeniami. (Dorota)

***

Uderzyła mnie u Matki Marceliny różnorodność doświadczeń – jako żony, matki, wdowy i matki, która straciła własne dziecko, założycielki i matki Zgromadzenia. Matka Marcelina towarzyszyła rozwojowi swej córki…, to nie coś na marginesie doświadczeń. Powinna być osobą wysuwaną na przód w tych czasach – M.M. jako osoba o różnych doświadczeniach. (Matka Wawrzyna)

***

Jestem ze szkoły p. Pulikowskiego… Widzimy, że najważniejsze to inwestować w małżeństwo. Moja refleksja – szkoda, że nie byłam na poprzednich rekolekcjach. (Agnieszka, żona i matka 4 dzieci)

***

Zabrakło mi podczas tych rekolekcji dalszego ciągu nauki M. Marceliny dot. Różnych sytuacji z życia rodzinnego. Widzę, że lepiej rozumiem język M.M. w przekładzie matki Wawrzyny, niż gdy czytam jej pisma; potrzeba tłumaczenia języka M.M. Potrzebujemy pokazywać jej naukę jako alternatywne życie do tego, co pokazują nam w niektórych serialach telewizyjnych. (Alicja)

***

Strategia, dyplomacja…, potrzeba zapoznać się z różnymi metodami walki o dobro. Widzimy, że matka Wawrzyna korzystała w swym nauczaniu z doświadczenia ułanów. (Elżbieta)

***

Jestem wdzięczna za podanie metod studiowania Pisma św. Spodobało mi się propagowanie wiedzy o zespole FAS; skala zagrożenia jest nieuświadomiona… Matka Marcelina – inspiracja do zainteresowania się jej osobą (Justyna)

***

Chciałabym wszystkim podziękować… Widzę jak wiele czeka mnie pracy, by być dobrą żoną i matką; ale to mnie nie zniechęca, bo widzę drogę, otrzymuję siły i nadzieję, by iść… (Małgorzata)

***

Zafascynowana jestem siłą, która się tworzy, gdy spotykamy się razem – piękno, różnorodność, odkrywanie siebie przez kontakt z innymi kobietami… Treści tak dużo, że pojawia się obawa o wprowadzenie w życie…; materiał cenny, potrzebny. (Monika)

***

Wyjeżdżam z dużą zachętą do czytania Pisma św. Druga rzecz – „kobieta walcząca” obok „piękna kobiety”. (Agnieszka)

***

Dotąd myślałam, że cecha kobiety walczącej to moja wada, a tutaj zrozumiałam, że to moje powołanie. Mam wspaniałego męża… – to on mi pomógł zdecydować się na te rekolekcje. (Teresa)

***

Powinniśmy zacząć modlić się systematycznie za siebie nawzajem…

Chcę podziękować Marysi – organizatorce rekolekcji, która obok licznej rodziny poświęca się tej sprawie; aby miała siły do pełnienia dalej tej misji. (Alicja)

***

Ewangelizuje poprzez taniec… Aby powstał kolejny spektakl szukałam natchnienia (dotąd powstawały sztuki na podstawie archetypów kobiet z Biblii). Podczas tych rekolekcji otrzymałam „wędkę”… (Renata)

***

Powinna być reklama tych rekolekcji. Można z nich wynieść wszystko, co potrzebne dla wszystkich kobiet. (Alicja)

***

Mamy propozycję, aby siostry zechciały tego typu rekolekcje (serie rekolekcji) przeprowadzić w miejscach, skąd pochodzimy. Ręczymy za dużą frekwencję. (głosy pań, które przyjechały z daleka)

 

/…/